Ta strona wykorzystuje pliki cookies . Więcej informacji

Spotkanie człowieka z człowiekiem

slide

Większość z Was kojarzy Mateusza Wojtasińskiego z desek Teatru Polskiego w Bielsku-Białej. Ja miałam tę ogromną przyjemność, aby porozmawiać z nim osobiście i zadać kilka pytań dotyczących jego pracy, teatralnej codzienności oraz tego, kim jest ten wyjątkowy artysta, a przy tym ciepły, pełen uroku osobistego i niesamowicie ciekawy człowiek wielu talentów.





Dlaczego zdecydowałeś się właśnie na tę, a nie inną, drogę życiową?



To jest pytanie, które ma kilka odpowiedzi. Zazwyczaj jest tak, że ludzi popycha do tego... coś. Często jest to zamiłowanie do artyzmu albo po prostu wrażliwość. Sama potrzeba wyrażania swoich emocji powoduje, że zaczynamy robić to na najróżniejsze sposoby.



Tak było w Twoim przypadku?



Takim człowiekiem właśnie byłem. Nawet kiedy nie zajmowałem się jeszcze sztuką ani tworzeniem spektakli, to tańczyłem dla siebie. Już jako mały chłopiec odgrywałem scenki, a od 4 roku życia grałem na pianinie. Miałem kilka zespołów tanecznych...

Granie w małych szkolnych sztukach dzieci i nastolatkowie traktują zazwyczaj jako hobby, a tym najważniejszym krokiem do zrobienia jest właśnie próba przetworzenia hobby na sposób na życie i zarabianie.



Kiedy zacząłeś traktować to poważnie?



W momencie, w którym zauważyłem, że daje mi to radość i spełnienie, postanowiłem, że to będzie właśnie to, co będę robił w życiu. Im mocniej pochłaniał mnie ten rozległy świat, im większą satysfakcję czerpałem z umiejętności wyrażania siebie, tym mocniej czułem, że nie chcę, by to było tylko moim hobby, ale właśnie sposobem na życie. Ta ścieżka wyklarowała się absolutnie poza mną, nie była to decyzja, o jakiej się czasem myśli czy marzy. Po prostu całe moje życie sprowadzało się do tego. W momencie, w którym robiłbym coś innego, byłbym zwyczajnie nieszczęśliwy i niespełniony.



Czyli krakowska szkoła z wydziałem w Bytomiu to nie był przypadek? 



Jestem niedaleko Krakowa urodzony i wychowany, z czego akurat jestem ogromnie szczęśliwy. Miałem ogromną trudność w rozpoczęciu jakiejkolwiek artystycznej drogi, bo uważam, że jednak dzieciom ze wsi jest trudniej. Nie ma tam tak dużych możliwości rozwoju. 



Uważam, że to nie ma kompletnie nic wspólnego z moim obecnym życiem, bo faktycznie granie w małych szkolnych sztukach dzieci/nastolatkowie traktują zazwyczaj jako hobby, a tym najważniejszym krokiem do zrobienia jest waśnie próba przetworzenia hobby na sposób na życie i zarabianie.





 



Czy współpraca z wybitnymi jednostkami, jak choćby Scot Lyons, Bryan Michaels czy Jerzy Stuhr, miała wpływ na Twoją późniejszą karierę?



Tak, jednak chciałbym na starcie odebrać tej odpowiedzi znaczenie pejoratywne. To nie ich nazwisko dało mi rozmiar mojej kariery, ale umiejętności, które mi przekazali. Z Jerzym Stuhrem akurat nie pracowałem długo, jedynie na warsztatach, z Bryanem Michaelsem natomiast robiłem cały spektakl dyplomowy, który on reżyserował i była to praca niezwykle budująca.



Czego się od nich nauczyłeś?



Miałem okazję nauczyć się wielu rzeczy technicznych i emocjonalnych, to po prostu otworzyło mnie na kolejne sfery, rozszerzyło moje możliwości. Każdej jednak z tych osób szczerze dziękuję za to jak wielką pracę włożyli w mój rozwój, bo w jakiś sposób się to teraz zwraca, daje wiele mnie i, mam nadzieję, również widzom.



A jak wygląda taki typowy dzień z życia aktora?



W związku z tym, że jestem dość zapracowanym aktorem i od dwóch lat nie mam ani chwili, kiedy nie byłbym w produkcji: rano wstaję, bo jest próba, a wieczorem też jest próba; a jeśli nie próba, to spektakl.




  • Wstać,

  •  zjeść zdrowe, lekkie śniadanko,

  •  chwila relaksu, oddechu, (nie telewizja 😊), czasem medytacja, modlitwa; 5 min dla siebie.

  •  samochód -> do pracy.

  •  4h próby,

  •  14:00 – obiad,

  •  siłownia,

  •  chwila relaksu,

  •  próba/spektakl:

  • jeżeli spektakl, to jeszcze zazwyczaj 2h dla siebie – wtedy czas na książkę, kilka artykułów, albo znów chwila relaksu dla siebie, może jakaś kawa ze znajomymi,

  • jeśli próba (o 18:00), to szybka kawa, krótki artykuł, po próbie wracam do domu, kolacja i idę spać.



To jest taki typowy, rutynowy dzień.





Jak więc wyglądają te wyjątkowe?



Czasem zdarza się, że na przykład nie muszę być na próbie. Wtedy zazwyczaj wybieram szybki relaks, czyli albo gdzieś wyjeżdżam, jeśli jest ładna pogoda, albo kino, kręgle.



Lubię wtedy pojechać w góry, pobiegać. Jestem totalnie uzależniony od sportu. Siłownia jest moim konikiem, ale kocham też taniec. Moja szkoła nie była ściśle aktorska: byłem na specjalizacji aktor tancerz, więc jeśli mam taką okazję, to lubię potańczyć. Bywa też tak, że mogę prowadzić jakieś warsztaty dzieciakom, nastolatkom, dorosłym, choreografom.. Jest to dla mnie wtedy cudowny dzień. Dlatego, że mogę się poruszać, potańczyć, spędzić go aktywnie. 



Jakie są największe plusy tej pracy i życia teatralnego?



Robię coś, co podoba się mi i ludziom dookoła. Wspaniałe jest to, że mogę udzielać wywiadu. Zawsze ciekawie jest opowiadać o sobie, kiedy ktoś słucha, a później ktoś o tym czyta.





 



Czy na przestrzeni lat coś się zmieniło?

Kiedyś pracowałem jako fizjoterapeuta. Dalej jestem takim trochę nadwornym fizjoterapeutą w teatrze. Zawsze, kiedy coś się dzieje, jest tylko „Mati! Zapraszamy”. I ja sprawdzam. Tamta praca miała dokładnie taki sam plus jak ta. Jest to po prostu spotkanie człowieka z człowiekiem.I nie mam tu na myśli jakiejś wielkiej metafory, nie. Mam na myśli spotkanie człowieka z człowiekiem, tak po prostu. To jest esencją tego zawodu.

Poznawanie ludzi jest czymś, co absolutnie karmi człowieka. To karmi mnie i wielu ludzi, nawet jeśli nie są tego świadomi. Chcemy to robić. Nie dlatego (choć też), żeby uciekać od swoich myśli, tylko dlatego, żeby odbijać je od myśli drugiego człowieka. To jest niesamowita wartość, po prostu sens mojego życia. Życie spędza się na spotkaniu człowieka z człowiekiem.



A jeśli chodzi o Bielsko... jesteś zadowolony z tego wyboru? Jesteś szczęśliwy, że akurat to miasto, ten teatr, ci ludzie?



Tak. To miejsce jest fantastyczne.Bielsko ma czar. Tak jak cała ekipa Teatru Polskiego. To sa niesamowici ludzie. Tworzymy wspaniałą drużyne.



Tak samo jest z grą? 



Wszyscy gramy do jednej bramki, pomagamy sobie nawzajem i dzięki temu budujemy wielką piramidę, która po prostu funkcjonuje nad wyraz dobrze. I tak jest nie tylko w efekcie końcowym, na scenie, ale także na co dzień, w pracy.



Tutaj widzisz swoją przyszłość?



Razem tworzymy rodzinę. Dlatego chcę tu zostać, chcę tu być, chcę tu żyć, tu zamieszkać. Tworzyć teatr i swoje życie. Tutaj.



Jeśli chodzi o spektakle, w których na dzień dzisiejszy możemy podziwiać Cię na scenie teatru, w których z nich najbardziej lubisz grać? 



Jeśli chodzi o to w czym gram teraz to na pewno lubię farsy. Jest to przyjemna forma która mimo wkładanego wysiłku pozwala w jakimś sensie odpocząć.



Bywają odskocznią? 



Są odskocznią od spektakli które są naładowane ciężkimi, negatywnymi emocjami. Choć i te są piękne i niezmiernie wartościowe (częściej wartościowsze od tych farsowych), to przez to, że jako człowiek staram się unikać tzw złych emocji, budować swoją psychikę na tych pozytywnych, farsy stają się skuteczną odskocznią. Z tego względu role takie jak na przykład w spektaklu" Boeing, boeing" sprawiają, że wychodzę z teatru rozbawiony nieraz bardziej niż widz. Reakcje publiczności potrafią przywołać uśmiech na twarzy.



Co ze spektaklami dramatycznymi?



W spektaklu dramatycznym tą nagrodą są oczywiście zupełnie inne reakcje. Brawa czy milczenie, które też trzeba odbierać i czerpać z nich korzyść. 



To jest o tyle barwne, że w odpowiedzi nie dostaję tylko śmiechu, ale też inne, o wiele głębsze emocje. To też jest nagroda. Z tym, że bardziej refleksyjna. Po takich spektaklach schodzę ze sceny dumny z siebie, choć nie daje mi to tak wielu endorfin, prostego, wręcz czasami nawet kompulsywnego zadowolenia.





Tak jak w farsie?



Farsa pozwala mi zapomnieć o moim życiu prywatnym, po prostu puścić się i popłynąć, a po spektaklu dramatycznym muszę się zastanowić po raz n-ty i zadumać nad tym, co zrobiłem, i przesycić przez siebie te negatywne uczucia.



Nie chcę więc mówić, że coś jest lepsze. Bo oba dostarczają mi zupełnie czego innego.



A co z rolami, których nie lubisz?



Mam też oczywiście taką rolę, której zwyczajnie nie lubię. Wtedy oczywiście robię robotę, gram na emocjach, prawdziwie, technicznie, najlepiej jak umiem i staram się o niej zapomnieć i po prostu się odcinam.



Czy role się nudzą?



Tak i nie. Mam taki spektakl, który gram w czterech różnych obsadach i zagrałem go łącznie przez 2 sezony około 120 razy. I to jest stosunkowo dużo.. nie no, bardzo dużo, nawet nie stosunkowo. Ale w związku z tym, że miałem możliwość grania w wielu obsadach, nie miałem szansy się nim znudzić. Choć tekst jest zawsze ten sam, to za każdym razem trzeba włożyć nowe emocje, bo grasz z wieloma różnymi aktorami, to są te same słowa, a rozmowa jest zupełnie o czymś innym. Ten spektakl cały czas żyje i wymaga ode mnie maksymalnej koncentracji. Maksymalnej dlatego, że wiadomo, czasami zdarza się gorszy dzień i chciałoby się zagrać odrobinę łatwiej, trochę utartym nurtem, ale przez to, że mam nową obsadę, to muszę tę koncentrację włączyć na 300% normy, bo ktoś może mnie zaskoczyć, ja odpowiem automatem i to nie zadziała, na co nie chcę sobie pozwolić. Jako młody, ambitny aktor, chcę budować dobre i precyzyjne role, żeby moja praca docierała do widza, żeby coś mu dała.



Chcę swoją grą, emocją, zmęczeniem zapłacić widzowi za to, że on zapłacił za bilet, aby mnie oglądać, aby doświadczyć czegoś wyjątkowego.



Jak jest u Ciebie ze stresem scenicznym?



Na podstawie doświadczenia tj. praktyki pozbyłem się stresu. Pojawia się jedynie wtedy kiedy w spektaklu blisko przed wystawieniem pojawiają się duże zmiany. Ale i na obejście tego rodzaju stresu, mój mózg znalazł sobie rozwiązanie. Działam na adrenalinie, na emocjach, a po zejściu ze sceny uświadamiam sobie, że owy stres faktycznie mi towarzyszył.



A stres związany z Twoim życiem?



Manipulujemy własnymi emocjami. Wystawiamy nasze psychiki na swego rodzaju niebezpieczeństwo.Często gram zabójców czy gwałcicieli. Uruchamiam te części mojej psychiki w których niekoniecznie chce się poruszać. Jest to właśnie jakiś rodzaj gwałtu na psychice. Oczywiście trochę tutaj maksymalizuję aby urzeczywistnić, uświadomić to, czym może stać się ta praca.

Chcesz przez to powiedzieć młodym ludziom, być może początkującym aktorom, coś konkretnego?

Informacją dla tych młodych ludzi, którzy już myślą o tym, że mogą tak żyć, którzy marzą aby pracować w tym zawodzie, jest informacja aby trochę posolić te marzenia. Żeby dodać do nich szczyptę odwagi i odpowiedzialności, które spowodują uodpornienie, wywołają rozwój cech ochronnych przed tymi wszystkimi niebezpieczeństwami, które mogą czyhać. W każdej roli. Bo często całkiem niepozorna rola może spowodować to, że nasza psychika gdzieś zakręci i zaczniemy zatracać siebie.

Tu nie chodzi o to, aby ich straszyć, absolutnie. To jest tylko sugestia, aby wraz z rozwojem tego marzenia rozwijała się ostrożność i świadomość tego, czym jest zagrożenie.





Czy teraz z perspektywy czasu, opierając się na swoim doświadczeniu, jest coś, co chciałbyś im poradzić?  



Stay conscious. To jest jedyna rada. Pozostań świadomy. Wszystko co się ma wydarzyć, to się wydarzy. Nie unikaj konfrontacji z życiem.



Nawet branie mojej rady do serca jest bez sensu, bo każdy ma swój proces i jedyne, co ja uważam za słuszne, to niewtrącanie się do procesów innych w żaden bezpośredni sposób.  



Nie mam rad na życie. Powiedziałem tutaj o jednym, co jest związane z aktorstwem, co należy robić, aby nagle życie nie zweryfikowało twojego podejścia do twojej pasji.



Skąd czerpiesz motywację na  każdy dzień?



„Czy drzewo, które spada w środku lasu, wydaje dźwięk, skoro nie ma go kto słuchać?”



Tak trochę widzę życie. Gdyby otaczała mnie tylko moja piękna wewnętrzna pustka, to po pewnym czasie zwyczajnie bym się wyjałowił. Gdyby nie osoby bliskie mi, nie miałbym gdzie odbić moich myśli i nie miałyby one, jak do mnie wrócić. 



Większe, mniejsze miłości i przyjaźnie pozwalają mi znaleźć motywację, być kimś.



Przenosząc się na chwilę do odrobinę mniej poważnych sfer... Kino, telewizja czy teatr?



Teatr.



Teatr, ciągle?



Ciągle. I to nie dlatego, że lubię teatr oglądać, lubię teatr robić. Nie lubię telewizji, kino – okej, ale wciąż teatr. Ale najbardziej to muzyka. Kocham muzykę. Muzyka traktuje o mnie, a ja lubię traktować o muzyce.



A co z popularnością? Bywa ona męcząca? Spotykają Cię jakieś zabawne sytuacje z fanami?



Faktycznie czasem bywa, że jestem rozpoznawany, ale to nie zdarza się na tyle często by mnie denerwowało, Fakt, że to wszystko dzieje się w wymiarze „lokalnym” sprawia, że są to raczej miłe, przyjemne sytuacje.



Twoja definicja szczęścia.



Szczęście to endorfiny, hormony, które uderzają do mózgu. Które potrafią dać satysfakcję, odebrać dużo godności. To coś, co potrafi zniszczyć człowieka doszczętnie i całkowicie go odbudować.



Ale takich hormonów jest wiele w organizmie.



Wydaje mi się, że szczęście, o które pytasz, ja nazywam prawdą, spełnieniem, albo równowagą.



Dziękujemy za rozmowę, a Wam, Drodzy Czytelnicy, życzę, aby wywiad ten nie był dla Was, jak to drzewo po środku lasu. Aby zapadł Wam w pamięci i abyście potrafili wyciągnąć wnioski z tej pięknej „opowieści” o niezwykłym człowieku. 



Życzę Wam, żebyście wynieśli z niej dla siebie tak wiele, ile wyniosłam ja. 

autor

Jessica Koczwara

Pomysłodawczyni ŁAŁ, chwilowo studentka zarządzania na UJ, absolutna życioholiczka, o której można by wiele opowiadać. Wszyscy, którzy znają ją nieco lepiej zgodnie przyznają, że to przede wszystkim niemożliwie ciekawa świata oraz każdego, kto na nim żyje miłośniczka wolności i piękna.

5 maja 2017
left
Poprzedni
wpis
Niesporczaki
Na zgięciu ręki
Następny
wpis
right