Ta strona wykorzystuje pliki cookies . Więcej informacji

Na dwóch kółkach

slide

Patrząc na tę ciągle uśmiechniętą, pełną energii dziewczynę od razu można się domyślić, że musi mieć jakąś pasję.Nie jest to mylne odczucie, ponieważ Marta Lach to jedna z najbardziej obiecujących młodych kolarek, urodzona w 1997 roku ma na swoim koncie tytuły Mistrzyni Polski, ściga się w najlepszej kobiecej grupie w Polsce oraz jest członkinią Kadry Narodowej.



Jest to jedna z najbardziej pogodnych osób, jakie znam (na szczęście poznałam ją na samym początku mojej przygody z kolarstwem, co było wielkim zastrzykiem motywacji).



Marta mieszka stosunkowo blisko mnie więc umawiamy się w połowie drogi od Bielska i Głębowic, czyli w Kętach. Mam ogromne szczęście, ponieważ udaje mi się ją złapać przed wyjazdem na zbliżające się Mistrzostwa Europy w kolarstwie szosowym.



Co prawda już wiele razy dzieliła się swoją historią ale na moją prośbę oraz na potrzeby ŁAŁ zgadza się opowiedzieć ją kolejny raz.



Ewa Dymek: Opowiedz, proszę, jak zaczęła się twoja przygoda z kolarstwem.



Marta Lach: Zanim zaczęłam jeździć na rowerze miałam wiele wspólnego ze sportem. Spędzałam czas aktywnie z rodziną: rodzice zabierali nas na wyjazdy w góry, na żaglówki, uczyłam się nawet pływać na desce surfingowej, pływałam, biegałam, a nawet grałam z chłopakami w piłkę.

Moim pierwszym wyścigiem kolarskim były szkolne zawody w Zatorze w 2008 roku, na które pojechałam dzięki mojej pani nauczycielce z wf-u. Wyścig ten wygrałam, a nawet przyjechałam na metę przed wszystkimi chłopakami.

Właśnie wtedy postanowiłam zapisać się do klubu kolarskiego.





ED: I tak trafiłaś do KKS Sokół Kęty?



ML: Tak, był to mój pierwszy klub. Pierwsze kolarskie kroki stawiałam pod czujnym okiem trenera Piotra Karkoszki. Robiłam to co lubię, trenowałam codziennie, osiągałam coraz lepsze wyniki, w końcu zostałam Mistrzynią Polski co poskutkowało miejscem w Kadrze Narodowej.





ED: Jak wspominasz swój pierwszy zagraniczny start?



ML: Był to Europejski Festiwal Młodzieży w Utrechcie w 2013 roku, pojechałam tam z Młodzieżową Kadrą Olimpijską. Na Festiwalu były rozgrywane zawody we wszystkich konkurencjach olimpijskich. Ten wyjazd bardzo mnie zmotywował do dalszej ciężkiej pracy i już wtedy wiedziałam, że mogę zostać jednym z najlepszych sportowców i spełnić swoje marzenia.



ED: Co zyskałaś dzięki kolarstwu?

ML: Na pewno poznałam wielu fajnych ludzi, którzy są tak samo zakręceni jak ja. Zyskałam prawdziwych przyjaciół, zwiedziłam różne miejsca: byłam w Stanach Zjednoczonych, w Katarze oraz w wielu państwach Europy.



ED: Z jakimi stratami wiąże się wyczynowe uprawianie sportu?



ML: Jednym z mankamentów bycia zawodowym sportowcem jest ilość spędzonego czasu w domu, a właściwie jego braku. Podczas sezonu (od kwietnia do października) prawie co tydzień mam wyścig.

Moją jedyną materialną stratą jaką zawdzięczam kolarstwu jest telefon, który zgubiłam w Stanach. Z tamtego wyjazdu nie dość, że wróciłam bez telefonu, to jeszcze bez zdjęć, ale i tak było super. 



ED: Jak dawałaś sobie radę z łączeniem sportu ze szkołą?



ML: Wbrew pozorom kolarstwo wiele pomogło mi w szkole. Gdy zaczęłam trenować musiałam sobie tak poukładać dzień żeby mieć czas na trening, szkołę, naukę i znajomych. Nagle to wszystko dało się połączyć, przez co moje oceny poszły w górę.Dobrze zdałam maturę, jestem studentką AWF-u w Krakowie i właśnie kończę kolejny semestr ze średnią powyżej 4.0, co jest dużym osiągnięciem, jak na to, ile jestem na uczelni (co ważne studiuję dziennie, co dla niektórych stanowi spore wyzwanie).



Kolarstwo wiele mnie nauczyło, jestem bardziej obyta. Umiem poradzić sobie w każdej sytuacji. Wiem, że gdyby nie kolarstwo byłoby mi ciężej załatwić pewne rzeczy.



ED: Czy masz jeszcze jakieś inne pasje?



ML: Moją drugą pasją jest chodzenie po górach, dodaje mi to wiele sił (na swoim koncie mam już między innymi  Giewont i Rysy). Nie musi być to jakaś wielka góra, ale już samo chodzenie sprawia mi wiele radości. 



Lubię próbować nowych rzeczy: skakałam już na bungee, latałam paralotnią oraz skakałam ze spadochronem. 



ED: Kto najczęściej z Tobą trenuje, motywuje cię w trudniejszych chwilach?



ML: Swoją pasją zaraziłam młodszego o 4 lata brata – Michała. Aktualnie ściga się on w Sokole Kęty. Kolarstwo także wiele mu pomogło w życiu, między innymi ma lepsze wyniki w nauce. Mamy wspólnych znajomych, razem jeździmy na zawody to nas do siebie bardzo zbliżyło.



Razem trenujemy, pomagamy sobie i często coś podpowiadamy. Miewam takie dni, że nie chce mi się iść na trening i właśnie wtedy Michał jest dla mnie motywacją do zrobienia treningu.



Dziękujemy Marcie za podzielenie się pasją i życzymy kolejnych sukcesów!



A Wy jeździcie na rowerze? Wyczynowo albo dla zdrowia czy rozrywki?

autor

Ewa Dymek

Od września pilna maturzystka w V LO w Bielsku-Białej. Ciężko jest jej usiedzieć na jednym miejscu, dlatego wolny czas stara się spędzać jak najaktywniej. Najczęściej można ją spotkać pędzącą gdzieś na rowerze lub w biegu, by uniknąć kolejnego spóźnienia.

27 lipca 2018
left
Poprzedni
wpis
Niesporczaki
Czekam, aż zgasną światła
Następny
wpis
right